Paolo Cozza

Paolo Cozzy nie trzeba w Polsce nikomu przedstawiać. Budzi jasne skojarzenia: „Europa da się lubić”, piłka nożna, Inter Mediolan, słoneczne Włochy, humor, optymizm… Najbardziej polski Włoch i najbardziej włoski Polak nad Wisłą.

Paolo Cozzy nie trzeba w Polsce nikomu przedstawiać.

- To chyba dobra okazja, żeby porozmawiać, bo oprócz czerwcowego Euro, w tym roku świętujesz 20-ty jubileusz pierwszej wizyty w Polsce… Dobrze policzyłam?

P.C.: Tak, pierwszy raz przyjechałem do Polski w maju 1992 roku z czwórką kolegów, w poszukiwaniu żubrów w Białowieży… wspomnienia piękne, nawet jeśli żubry zobaczyliśmy tylko w zoo…

- Jesteś dość ciekawym „zjawiskiem”, bo mieszkając w Polsce tyle lat ani na trochę nie straciłeś dystansu do naszych realiów. Na wszystko patrzysz z boku, z przymrużeniem oka, ze sporą dawką optymizmu. Mam dobre odczucie?

P.C.: Kiedy mieszka się w innym kraju, trzeba mieć duże pokłady tolerancji i dystansu nie zapominając, że jesteśmy „gośćmi” więc musimy dostosować się do nowej rzeczywistości, tradycji, kultury. Innymi słowy, nie można według mnie ciągle zachowywać się jak aroganci i narzekać na to, że nie jest tak samo jak w domu… Zresztą każdy ma taki charakter jaki ma, myślę, że wszystko zależy od nas, więc dużo lepiej być optymistą i pozytywnie nastawionym do życia, bo życie jest piękne…:)

- Znam Cię już prawie 10 lat, ale NIGDY nie widziałam Cię złego, smutnego, czy niemiłego. Czy Ty nie miewasz w ogóle złych dni, czy masz jakieś sprawdzone antidotum na problemy?

P.C.: Jak wspominałem, jestem przekonany, że życie należy przeżywać na 100 %. Każdy dzień jest ważny i trzeba doceniać to, co nam się przydarza, ludzi, których spotykamy, każdą sytuację i nie żałować niczego. W sumie, nie mam jakichś poważniejszych wahań nastroju. Ci, którzy mnie znają mówią, że jedyna rzecz jaka jest w stanie mnie wkurzyć to przegrany mecz INTERU.

- Bardzo szybko zdobyłeś sympatię Polaków. Występując w „Europie…” trafiałeś w sedno opowiadając o nas, Polakach. A że robiłeś to z rozbrajającym wdziękiem i dowcipem … na efekt nie czekaliśmy długo. Paolo Cozzy nie da się po prostu nie lubić! Czy ta sympatia osłodziła Ci pobyt w Polsce?

P.C.: Wybrałem życie w Polsce, bo kocham ten kraj i kocham Polaków. Żeby tu zamieszkać, musiałem dokonać odważnych i radykalnych wyborów, jestem przekonany, że jeśli dajesz z siebie dużo … tyle samo dostajesz w zamian. Zawsze miałem rewelacyjne relacje z Polakami i vice versa, a program jedynie podbił te ciepłe relacje, które już wcześniej istniały. Nigdy nawet nie pomyślałem, że zrobiłem źle przeprowadzając się do Polski, mało tego - jestem przekonany, że wybrałem dobrze i zawsze czułem się jak w domu!

- Polacy mają ogromny sentyment do wszystkiego co włoskie: języka, piosenek, pysznego jedzenia, niemal każdy marzy o domu w Toskanii i zna smak włoskiego wina. Czy przez te lata zdążyłeś pokochać „polskie klimaty”, czy wszelkie przejawy „włoskości” są silniejsze od Ciebie? Myślę tu o jedzeniu, muzyce, obyczajach…

P.C.: Pozostaję „Italiano vero”, ale jednak trochę się też spolonizowałem. To dobra mieszanka zwłaszcza, że mamy wiele zbieżnych punktów między tradycjami polskimi, a włoskimi.

- Znalazłeś już swoje miejsce w Polsce? Takie, w którym osiągasz pełnię szczęścia, spokoju, spełnienia?

P.C.: Tak, czuję się tu naprawdę wyśmienicie. Ciągle podróżuję między Warszawą, górami, a Bałtykiem…. I wszędzie czuję się dobrze.

- A co słychać u Twojej rodzinki? Jak dzieciaki?

P.C.: Dzieci rosną jak na drożdżach, one też są ciągle z walizką w ręku … całe szczęście, że uwielbiają podróżować. To piękne, że dobrze czują się zarówno we Włoszech, jak i w Polsce nawet jeśli, muszę to przyznać, mają mały kłopot z mówieniem po włosku.

-W swoich książkach „Europa w kuchni” i „Włoska kuchnia na polskim stole” przekonujesz Polaków, że u nas też można gotować smacznie po włosku, często z polskich produktów. Jakie jest Twoje danie popisowe?

P.C.: Włoska kuchnia jest pyszna, prosta, szybka i … tania, a przede wszystkim bardzo smakuje Polakom. Bardzo często gotuję z moim synem Valentino makaron z pesto, sos pomidorowy na bazie bazylii – dobry, zdrowy i kolorowy, który przypomina mi czasy spędzone nad morzem w Ligurii …

- Pochodzisz z Mediolanu. Tam spędziłeś dzieciństwo i młodość. Jakie są Twoje smaki, zapachy, miejsca, których nigdy nie zapomnisz?

P.C.: Mediolan jest moim miastem, nie jest może zbyt piękny, ale tam się URODZIŁEM i jest trochę taki jak ja: konkretny, sentymentalny i zawsze postępowy, nigdy nie patrzy wstecz… to miasto, gdzie nie ma czasu na marudzenie, trzeba dawać z siebie wszystko, bo jak nie, to jesteś skończony.

- A są takie miejsca we Włoszech, które nieznane przewodnikom, darzysz szczególnym sentymentem? Opowiedz o nich polskim turystom, którzy chcieliby podczas wakacyjnych podróży zboczyć z głównej trasy…

P.C.: Na przykład Sardynia – jest przepiękna i mało znana. Spędziłem tam piękne wakacje, oczywiście pod namiotem, na kempingu, niestrzeżone plaże, coś wspaniałego …

- Po wakacyjnym urlopie wrócisz do pracy, a tam… same sukcesy! Jesteś dyrektorem handlowym w firmie Bottari, zajmującej się dystrybucją akcesoriów samochodowych, motorowych i rowerowych. Firma zebrała wiele nagród, a ostatnio wyróżnienie w 12 Edycji Rankingu Gazele Biznesu w kategorii firm najdynamiczniej rozwijających się na rynku.
To znaczy, że jest świetnie zarządzana. Masz na to jakiś patent? Jakie zasady wyznajesz w pracy, w kierowaniu zespołem ludzi?

P.C.: Nie ma żadnych sekretów, trzeba po prostu mieć pasję w tym, co się robi. Dla mnie ta firma jest jak dziecko. Założyłem ją w 1995 roku i od tamtego czasu powoli się rozwinęła. Jedyna refleksja jaką mam na ten temat jest taka, żeby pozwolić ludziom współpracować z sobą, dawać im pole do wyrażania siebie, podejmowania inicjatyw… nigdy nie lubiłem szefów i nigdy nie chciałbym nim być…

- Po wielu latach spędzonych w Polsce jak sądzisz… czy nasz klimat w czerwcu będzie sprzyjał włoskiej reprezentacji?

P.C.: Myślę, że tak, chociaż mnóstwo tu pięknych dziewczyn, które będą trochę rozpraszać naszych piłkarzy. Ale na pewno Azzurri będą się tu świetnie czuli, a Polacy ciepło ich przyjmą.

- A czy Kraków to rzeczywiście najlepsze miejsce na bazę dla Włochów?

P.C.: Tak, pewnie. Właśnie w Krakowie w 94 roku podjąłem decyzję, że zostaję w Polsce. Jest jakaś taka niezwykła magia w tym mieście, które wyjątkowo podoba się Włochom…

- Czy coś z kuchni polskiej, góralskiej, lub choćby krakowskie obwarzanki mogłyby przypaść do gustu włoskim gwiazdom, czy też pozostaną przy makaronach?

P.C.: Mój tato na przykład zakochał się w żurku, zupie, którą na pewno Włosi polubią, tak jak serek :) 

- Wyjaśnij polskim kibicom preferującym styl gry ofensywny, skąd u Włochów takie zamiłowanie do gry obronnej?

P.C.: Bo Włosi myślą … i kiedy nie są zbyt mocni, taktyką i fantazją są w stanie pokonać wszelkie trudności.

- Co dla włoskich fanów jest ważniejsze – strzelane bramki, czy to, że zespół ich nie traci?

P.C.: Najważniejszy jest wynik – zawsze i wszędzie!

- Jesteś wręcz fanatycznym miłośnikiem Interu. Wyjaśnij polskim kibicom jak to możliwe, że dwa zespoły z jednego miasta, Mediolanu, mogą grać na jednym stadionie. U nas to zupełnie niemożliwe…

P.C.: Zawsze tak było, rywalizacja jest ogromna, ale przede wszystkim słowna, na szczęście nie ma problemu z przemocą.

- Czy Inter mający tak niewielu Włochów w składzie nie traci „włoskiego charakteru” i gra jeszcze „włoską piłkę”?

P.C.: Nie! Inter należy do kibiców. Gracze przychodzą i odchodzą, a ten niesamowity duch Interu trwa dzięki Moratti’emu i właśnie wiernym kibicom.

- Skąd tyle zmian i transferów w Interze, czy Moratti może przestać wydawać kolejne miliony na transfery i zaprzestać zmian, czy to wbrew jego charakterowi?

P.C.: Teraz stawia się na młodych. Dość wyrzuconych miliardów, nadchodzi czas młodych talentów … jedyny problem jest taki, że ci młodzi muszą od razu być przygotowani na zmierzenie się z presją powagi San Siro …

- Na koniec nie pytam Cię o typy na Euro, bo to jest oczywiste, spytam tylko kto Twoim zdaniem zagra z Włochami w finale, no i jak rozstrzygnie się hiszpańsko – włoski pojedynek w grupie?

P.C.: Włochy – Niemcy 3:0… Hiszpania pokonała nas w karnych na ostatnich ME więc już dość!

- Ja, na znak swojej wiary w Azzurri, pokazuję Ci kupon z MŚ z 2006 r., kiedy chyba nikt nie wierzył w to, że Włosi sięgną w finale po puchar. To kupon zawarty jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw. Na kolejnych mistrzostwach w Austrii i RPA nie było już tak dobrze, ale trzymajmy kciuki, żebyśmy już niedługo mieli co świętować!    

Budzi jasne skojarzenia: „Europa da się lubić”, piłka nożna, Inter Mediolan

P.C.: Dobrze pamiętam, że stawiałaś na Włochów. Tamten Mundial był dla mnie szczególny, bo wszystkie mecze oglądaliśmy i komentowaliśmy w studio Polsatu na żywo. Niesamowite, prawdziwe, żywe emocje i też niezła zabawa. 

Dziękuję Ci bardzo, życzę powodzenia, wielkich emocji, udanego lata i kolejnych sukcesów w firmie!

P.C.: Dziękuję

EW

Bottari