I już po Giro

Przepiękne Alpy, niepowtarzalne Dolomity, lśniący słońcem Adriatyk i Morze Tyrreńskie… Urokliwe włoskie miasteczka, zabytki, pejzaże i przyroda. Już dla samych widoków warto było oglądać tegoroczne Giro. Miłośnicy narciarstwa mogli zobaczyć jak wiosną wyglądają kurorty Cortina d’Ampezzo, Val di Fiemme, Val di Sole oraz Bormio. Ale to tylko preludium do najciekawszego. Największa gratka czekała oczywiście miłośników kolarstwa. Nie zabrakło górskich etapów z morderczym podjazdem na Mortirolo, który Lance Armstrong określił najtrudniejszym podjazdem, jaki w życiu pokonał. Dużymi fragmentami nachylenie dochodzi tu do 22 %. Nawet najlepsi zawodowcy tu spore problemy. Kolarze wjeżdżali też na Passo dello Stelvio, położone 2757 npm. To jedno z najwyżej położonych miejsc w Europie, dokąd dochodzi asfaltowa droga. Na mecie było mnóstwo śniegu. Nie zabrakło kolarskich szachów i taktycznych zawiłości tak uwielbianych przez włoskich kibiców. Piękne włoskie rowery nadawały blask peletonowi. Słowo bicicletta jest tu właściwsze, bo uroda arcydzieł z Półwyspu Apenińskiego firm Pinarello czy Colnago zasługuje zdecydowanie na rodzaj żeński. Cacka te są piękne jak włoskie kobiety i nie zabrakło ich w peletonie. Miłośnicy polskich akcentów też byli usatysfakcjonowani. Kolarze znad Wisły błyszczeli w peletonie. Startowało ich siedmiu – najwięcej od 2003 roku. Michał Gołaś był trzeci na etapie z Urbino do Porto Sant’Elpido. Został wiceliderem wyścigu i prowadził w klasyfikacji na najlepszego „górala”. Sylwester Szmyd – pierwszy gregario Ivana Basso dyktował niesamowite tempo i rozrywał peleton w górach. Maciej Bodnar był ósmy na kończącej wyścig czasówce w Mediolanie. I tylko Włosi nie mogli w pełni cieszyć się narodowych wyścigiem. Ich gwiazdy Ivan Basso i Michele Scarponi zawiedli na całej linii.

Po raz pierwszy w historii Giro zwycięzcą został Kanadyjczyk

Już przed kończącą wyścig czasówką w Mediolanie, Mario Cipollini skrytykował taktykę grupy Liquigas i pożegnał Ivana Basso… Michele Scarponi, lider grupy Lampre, próbował ataków, ale jego szarże były niemrawe. Na ostatnim górskim etapie Włosi jadąc pasywnie, zaprzepaścili szanse na miejsca na podium. W klasyfikacji generalnej zajęli miejsca 4, 5 i 6. Po raz pierwszy od 1995 roku kolarz z ojczyzny Giro nie stanął na podium. Na otarcie łez pozostało zwycięstwo Mario Pinotti’ego na kończącej wyścig czasówce w Mediolanie. Ale bohaterem dnia był stojący na najwyższym stopniu podium przy Piazza Duomo Ryder Hesjedal.

Po raz pierwszy w historii Giro zwycięzcą został Kanadyjczyk

Po raz pierwszy w historii Giro zwycięzcą został Kanadyjczyk. Flagi z klonowymi liśćmi powiewały nad deszczowym Mediolanem.

Piotr Markowski